niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 2 ~ "Welcome to the reality baby"

-Pepper kochanie mam do ciebie pewną sprawę.
-Nie Tony nie wyciągnę cię z więzienia i nie nie mam zamiaru tuszować za ciebie żadnych spraw w mediach- moja kochana przyjaciółka jak zwykle potrafiła mnie wyczuć na wylot.
-Nie chodzi mi o żadną z tych rzeczy. Chce, żebyś powiedziała, że jestem na spotkaniu z tobą.
-Niech zgadne: jakaś dziewczyna zrobiła sobie nadzieję i nie zrozumiała, że to przygoda na jedną noc?- Jak zwykle ten sarkazm w jej głosie potrafi być bardzo przydatny.
-Zwiałem przed tatuśkiem i agentem, bo nie chciało mi się ich długo słuchać.
-Oj Tony Tony-jej śmiech rozbrzęczał mi w słuchawce.
-No co Pepper. Nie mam co ze sobą zrobić. Kiedy wrócisz? Jesteś mi potrzebna. Kto się mną będzie opiekował? 
-Przykro mi Tony. Jestem na urlopie ze swoim chłopakiem i nie wrócę do końca miesiąca.
-Ale to za 3 tygodnie dopiero. Pepper wróć!!!-udaje płacz, żeby móc wziąść ją na litość.
-Nie Tony. Całuski papa- no i się rozłączyła.
Rzucam telefon na sąsiednie siedzenie i głośno wzdycham. No to kto mi doradzi co się się ze mną dzieje? Nie mogę przestać myśleć o tym przystojnym blondynie. Te jego przenikłe spojrzenie, piaszczysto- blond włosy i słodki, niepewny uśmiech. Kurde co jest?  Musze się jakoś pozbyć tego uczucia. Znowu dzwoni telefon, sprawdzam kto to i bez chwili namysłu odbieram:
-Co tam agencie?
-Tony? Pilnie potrzebuje cie w siedzibie.  Jesteś nam potrzebny.
-Eh.... będę za chwilę. Radze ci nie siadać.
Zawracam samochód i przyśpieszam. Nie wiem czemu nawet spełniam prośbę agenta. Przecież jestem Tony Stark i mogę robić co chce i kiedy chce. Ale coś w głębi serca szeptało mi, że może być tam ON. Silnik nie zdążył  dobrze zgasnąć, a ja pędziłem schodami na trzecie piętro. Dotarłem z szybkością błyskawicy przed szklane drzwi, gdzie czekał na mnie Coulson.
-Co się stało? 
-Silny atak terrorystyczny na Manhattanie. Zginęło 50 osób, i zaraz musze tam być.
-W takim razie po co ja ci jestem potrzebny?- Zaczynam się lekko irytować.
-Mam nadzieje, że się nie obrazisz, ale ktoś musi zająć się Kapitanem przez jakiś czas. Wiem, że mnie nienawidzisz, ale proszę cię, żebyś to zrobił. Nie mamy co z nim zrobić, a jest na celowniku Hydry.
-Nie ma sprawy Agen... Coulson.
To już go zabieram- z krzywym uśmiechem otwieram drzwi, gdzie siedzi mój dzisiejszy towarzysz. Lekko się dziwi na mój widok,  ale milczy.
-Wstawaj Kapitanie,  impreza w Stark Tower czeka.
-Impreza? Nie mam najmniejszej ochoty na żadne imprezy-Co za smutas z niego.
-Trudno się mówi.  Przez jakiś czas ja cię będę niańczył i będziesz musiał się przyzwyczaić. A teraz idziemy, bo jeszcze Coulson ukradnie mi auto.
Wstaje i w ciszy udajemy się do mojego samochodu. Kiedy zamierzam już odjechać, orientuje się, że Kapitan z jakiegoś powodu nie chce wsiąść.
-Co znowu?- Pytam zirytowany. Nie ważne, jak bardzo on jest uroczy to nie uśmiecha mi się robienie za niańke.
-Przyjechałem swoim motorem. Nigdzie bez niego nie jadę.
-Ugh... Jarvis podeślę kogoś, kto go do nas podwiezie.
-Ale...
-No chyba, że chcesz iść na piechote to proszę bardzo, ale ostrzegam, że mieszkam na drugim końcu miasta i troszkę ci to zajmie.
-Panie Stark z całym szacunkiem, ale...
-Wystarczy Tony i wsiadaj bo mi troszkę do jasnej cholery zimno, a ty przywykłeś już do tego typu temperatur.
-No dobrze Sta... Tony...- Z grymasem na twarzy wsiada do samochodu, zapina pasy i nic więcej nie mówi. Podróż minęła nam w ciszy. Nie odzywał się ani słowem, choć ja non stop chciałem do niego zagadać, ale coś mi odradzało. Przyłapałem go kilka razy na przypatrywaniu mi się. Od razu się zmieszał, ale ja nic sobie z tego nie robiąc uśmiechałem się do niego pokrzepiająco. No bo co ja mogę poradzić na to, że ten blondyn tak mocno zaczął na mnie działać? 

1 komentarz:

  1. Fajne, bardzo fajne :D
    Błędy jeszcze występują, więc możesz nad nimi troszkę popracować ;)
    Sama historia jest świetna! *_*

    OdpowiedzUsuń