*Cap*
Od kiedy tylko go zobaczyłem wydał mi się interesujący. Taki typ uroczego clowna, który próbuje zwrócić na siebie uwagę i przy okazji jest cholernie przystojny. Nie wiem, kiedy to w sobie odkryłem, ale podobają mi się zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Nie potrafię powiedzieć dlaczego? Taki jestem i nie mogę się z tego wyleczyć. Próbowałem wszystkiego. Psycholog, leki i rozmowy-to nie zdawało egzaminu. Jestem biseksualny i nie mogę tego naprawić. Akceptuje to w sobie, ale boję się reakcji innych. Boje się wyśmiania. On naprawdę mi się podoba, ale czy czuje to samo do mnie? Nie wiem tego, musze się jakoś zorientować. I kim jest ta cała Pepper? Jego dziewczyna? siostra? I dlaczego musi się z nią spotkać? Tak szybko wyszedł, a nie zdążyłem z nim nawet minuty porozmawiać na osobności. Zostałem sam. Wszyscy gdzieś wyszli, a Coulson kazał mi czekać. Czas zdawał się dłużyć w nieskończoność, a ja powoli robiłem się zmęczony, choć nie spałem zbyt dużo. Sen nigdy nie przychodził. Dużo czasu spędzałem na siłowni, w kawiarniach, w parkach i rysowałem- wszystko, żeby zabić jakoś samotność i ogłuszający czas. Nagle wchodzi Coulson i mówi, że ktoś zaraz się mną zajmie. Mija znowu długi szmat czasu. Widzę, że Coulson z kimś rozmawia, ale nie potrafię zobaczyć kto to? Drzwi znowu się otwierają i staje w nich ON. Nie mogę się doczekać, aż nim porozmawiam. Wydaje się być bardzo przyjaznym człowiekiem o złożonej osobowości. Mówi, że mam iść z nim. Czyli to jednak on się mną zaopiekuje? Podoba mi się to, choć jemu chyba nie bardzo. Przybieram swoją maskę obojętności i idę za nim. Musze ukrywać wszystkie emocje wobec niego, bo nie chce się rozczarować. Schodzimy na dół. Widzę jego samochód. Jest przepiękny, ale co z moim motorem? Nie podoba mi się to. Mówię mu o tym, ale on nie słucha, wścieka się. W końcu daje za wygraną. Proponuje mi, że niejaki "Jarvis" się nim zajmie. Zgadzam się i jedziemy.
****
-Czy to twój dom?-pyta w lekkim szoku.
-Tak mój. Witaj w moich skromnych progach.
Wysiadamy i udajemy się do drzwi, a przez nie do samego salonu. Kładę klucze na komodę i przyglądam się Steve'ovi, któremu zaraz oczy z ekscytacji wypadną.
-Chodź, pokaże ci twój pokój.
Prowadzę go na górę, gdzie znajduje się większość moich gościnnych sypialni. Otwieram pierwsze drzwi po lewej stronie i wpuszczam go do środka. Rozgląda się, uważnie przypatruje się najmniejszemu elementowi. Fascynuje mnie to w jaki sposób on na wszystko patrzy. Z takim wielkim zainteresowaniem, ciekawością jak u małego dziecka. Przyłapuje mnie, że na niego patrze i szybko odwracam wzrok. Rumienie się. Kaszle, żeby odzyskać swoją starą pewności siebie i mówię:
-Choć idziemy coś zjeść, a potem obejrzymy coś w TV. Co ty na to?
-Brzmi nieźle- odpowiada z niepewnym uśmiechem i schodzimy z powrotem na dół. Idziemy do kuchni, Steve siada na krześle, przy stole obok jadalni, a ja otwieram lodówkę w poszukiwaniu jedzenia, ale.... znajduje w niej tylko butelkę Martini. Zamykam lodówkę i ze zmartwioną miną sięgam po domowy telefon, leżący na kredensie.
-Steve przykro mi, ale nie mam nic innego w domu oprócz Martini. Może zadzwonimy po pizze? Huh.
-Jak... jak... jak chcesz- jego głos wciąż brzmi niepewnie, więc próbuje go jakoś rozweselić. Nic nie przychodzi mi do głowy, więc ostatnią deską ratunku pozostał... Jarvis.
-Hop hop Jarvis nie śpimy. Potrzebuje tutaj na za 20 minut 3 dobre hawajskie pizze.
-Dobrze szefie.
-Aha no i przydałoby się picie, więc do tego będą dwie duże butelki pepsi.
-Dla pana wszystko, panie Stark.
Odłożyłem telefon, który już nie był mi potrzebny i usiadłem naprzeciwko Kapitana, który zrobił się lekko zielony na twarzy.
-Dla...dla...dla....dla... dlaczego słyszałem jakiś głos dochodzący nie wiadomo skąd. Co to było?
-To Jarvis. Jest on hmmm... moimi plecami bezpieczeństwa i dobrym doradzcą. Nie ześwirowałeś, więc wszystko z tobą w porządku.
-To dobrze. Tony... mogę cię o coś spytać.
- Jasne... Wal jak do własnej siostry. Hahahaha
-No bo ja tutaj nikogo nie znam i czuje się tutaj tak nieswojo. To może za brzmieć trochę głupio i uznasz mnie za dziwaka, ale.... mógłbyś zostać moim przyjacielem i pomóc oswoić się z tym światem? Zrozumiem, jeśli odmówisz.
- Pewnie, że zostanę twoim przyjacielem. Będziemy razem plotkować i obgadywać tatuśka. A jutro pójdziemy pozwiedzać i pójdziemy do kina. Co ty na to?
-Nie robisz sobie ze mnie żartów?
-Ależ oczywiście, że nie Steve... Gdybym cię nie lubił, to bym cię do domu nie wpuścił. Proste-nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, który oznacza, że nasza pizza już jest- Pora jeść! Ależ się zrobiłem głodny...
Szybko się rozkręca, ale podoba mi się. Fajnie piszesz ^_^
OdpowiedzUsuńTylko te błędy... :c
Nie przejmuj się, za niedługo same będą rzucać Ci się w oczy :)