"Kradnę kolejne spojrzenie lub dwa
Może zaryzykowałbym dla Ciebie
Ale Ty, Ty mnie nie potrzebujesz
Nawet mnie nie widzisz"
Czy coś mu jest? Oco chodzi z tymi toksynami? Czyżby był chory? Nie bardzo wiem, co się z nim dzieje, ale chciałbym mu pomóc. Polubiłem go i choć większość osób twierdzi, że jest to arogancki, bogaty playboy, ja uważam, że jest to bardzo sympatyczny człowiek, który lekko gubi się w życiu. Przytłaczają go pewne rzeczy i jego skorupą ochronną jest 'sarkazm' oraz zachowanie na 'ignoranta'. Szybko odszedłem stamtąd nie patrząc za siebie. Nalałem sobie wody do szklanki, wypiłem ją i szybko poszedłem spać. Chciałbym jak najszybciej zapomnieć o tym przykrym incydencie, ale to wciąż siedzi w mojej głowie. Wciąż próbuje rozgryźć co takiego kryje się za tymi toksynami. To nie daje mi spokoju. Czuje się, jakbym utracił pamięć i próbował odzyskać wspomnienia, ale one są drobne jak piasek, który przelatuje mi przez palce. Mam nadzieje, że we śnie dostane jakieś rozwiązanie i będę mógł pomóc. Chciałbym mu pomóc.
*****
Poranne słońce pada na moją twarz, zmuszając mnie do wstania. Otwieram lekko zaspane oczy i z jękiem wstaje z łóżka. Ból w klatce piersiowej zmusza mnie do wzięcia dwóch głębokich oddechów. Znowu powraca panika i strach. Czy to znowu się dzieje? Nie rozumiem. Myślałem, że już nigdy nie będę musiał ze strachem zaczynać dzień, ale to jest jak bumerang- znowu powraca. Musze poradzić sobie z tym sam. Wczoraj wydawało mi się, że ktoś był w moim laboratorium. Czyżby to był Steve? Oby to nie był on. Nie chciałbym, żeby wiedział bo wtedy by mnie z nienawidził, a ja tego nie chce. Nie chce by ode mnie odszedł, bo czuję, że odnalazłem w nim przyjaciela. Wie tylko Pepper. Tylko ona jest mi na tyle bliską osobą, że zna mnie bardziej, niż ja sam. Jest moją rodziną i kocham ją najbardziej na świecie. Mogę jej ufać i wiem, że mnie nie zdradzi. Tyle razy widziała mnie w stanie rozsypki, a mimo to została i mi pomagała. Wielokrotnie zmieniała mi bandaże, karmiła i sprzątała. Nie musiała tego robić, ale nie pozwoliła mi na samozniszczenie. Ubieram się i schodzę na dół, gdzie siedzi Kapitan.
-Dzień dobry. Jak ci się spało?-pytam, siadając obok niego na kanapie.
-Nawet dobrze, tylko przez długą część czasu nie mogłem zasnąć.
-Rozumiem cię, ja też nie spałem zbyt dobrze.
-Dlaczego?
-Natłok myśli i prawdopodobnie zepsute łóżko. Jadłeś już coś? Ah tak zapomniałem, że u mnie w lodówce jest tylko Martini. Wstawaj idziemy coś zjeść.
-Gdzie?-pyta, poczym wstaje i idzie za mną do samochodu.
-Jak to gdzie? Na kebab-wsiadliśmy do samochodu, poczym z piskiem opon odjechaliśmy. Kapitanowi bardzo smakował kebab i w rezultacie zjadł dwa, a ja tylko jeden z powodu braku apetytu. Poszliśmy potem do parku, gdzie jak małe dziecko patrzył z zachwytem na biały dom.
-Ale tutaj ślicznie
-Nie prawdaż? Jedyne miejsce, gdzie nie stoją wieżowce i fabryki- mówię z sarkastycznym tonem.
-Wiesz... zależy, jak na to patrzysz. Kiedy ktoś jest tak negatywnie nastawiony do życia, jak ty to będzie widział świat na czarno i biało.
-No co ty mówisz? Ja.... czekaj.... Kapitanie nie ruszaj się- mówię i chowam się za niego.
-Ale dlaczego?-troszkę zdezorientowany, nie bardzo wiedzący o co chodzi Kapitan spełnia moją prośbę i zamiera w ruchu.
-Widzisz tą blondynke w niebieskiej koszulce i czarnych spodenkach?
-No widzę i co?-pyta niezrozumiale.
-To emmm.... to moja.... była... przyjaciółka na... em... określony czas....
-Jezu Tony nie bądź dzieciakiem i powiedz, że to twoja była kochanka- prycha i się śmieje.
-No tak. I najstraszniejsze jest to, że ona obiecywała sobie zbyt wiele i kiedy chciałem jej łagodnie wytłumaczyć, że nic z tego nie będzie, ta powiedziała, że się zemści. No i od tej pory jej unikam.
-Zadziwia mnie to, jak szybko potrafisz się wpakować w kłopoty.
-Wiesz, to rodzinne. Mój ojciec Howard też był podobny w tych sprawach.- mówię, rozglądając się nerwowo.
-Podobny? Tony wy wyglądacie i zachowujecie się identycznie. Różnią was tylko imiona, a tak to reszta się zgadza.
-Skąd niby o tym wiesz, huh?
-Znałem twojego ojca i stąd wiem.
-Zapomniałem, że mój przyjaciel to pomnik.
-Mam 90 lat i jeszcze nie umarłem- mówi, odsuwając się na bok i wydając moją kryjówke. Na moje nieszczęście zauważyła mnie osoba, przed którą się chowam i już biegnie w moją stronę.
-Część Andżel...-zachwiałem się prawie od siły jej prawego sierpowego.
-Cześć Tony....
-Ała... za co to do cholery?- łapiąc się za szczękę, patrzę na nią wzrokiem pełnym nienawiści.
-Za to, że jesteś kompletnym kretynem i idiotą.
-Posłuchaj mnie dziewczynko-przybliżam się do niej- niczego ci nie obiecywałem i nie wiem co sobie uroiłaś w tej swojej główce, ale na pewno z tobą nie będę i wybij to sobie z główki.
Trzask. Tym razem dostałem z otwartej ręki w policzek.
-Dupek-powiedziała, poczym z płaczem uciekła przed siebie.
-Na to sobie akurat zasłużyłem-siadłem na trawie i spojrzałem na Kapitana z dołu.
-Oj Tony Tony.-Kiwa głową z politowaniem.
-Co? Tylko nie mów, że sobie na to zasłużyłem.
-Zasłużyłeś sobie na to.
-Miałeś tego nie mówić.
-Kobiet się tak nie traktuje. Powinno się do nich zwracać z szacunkiem na jaki zasługują.
-Ale to nie jest kobieta tylko potwór.
-Dużo jest jeszcze tych potworów?- pyta, poczym pomaga mi wstać z trawy.
-Nie zdajesz sobie sprawy ile jeszcze ich jest. Nie zawsze byłem tak grzeczny, jak teraz.
-Ty kiedyś byłeś grzeczny? Bez przesady Tony. Nie wolno kłamać.
-No dobra masz rację.-idziemy przez park i docieramy do samochodu, gdzie udajemy się następnie do najlepszej restauracji na świecie.
-No i jak Kapitanie? Gotowy na obiad? Jestem strasznie głodny.- otwieram drzwi i udajemy się do mojego prywatnego stolika. Potem przychodzi kelner i przyjmuje zamówienie. Czekamy na nasze zamówienie, kiedy mi momentalnie robi się słabo i świat wiruje mi przed oczami. Wstaje, rzucam krótkie "łazienka" i w następnej chwili stoję już przed lustrem w męskiej toalecie. Rozpinam koszule i widzę na swojej klatce piersiowej obok serca, pajęczyne zrobioną z czarnych żył, ktore wydają się rosnąć z każdą kolejną minutą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz