niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 5 ~ "And You'll be here... in my arms"

"Kradnę kolejne spojrzenie lub dwa
Może zaryzykowałbym dla Ciebie
Ale Ty, Ty mnie nie potrzebujesz
Nawet mnie nie widzisz"

Czy coś mu jest?  Oco chodzi z tymi toksynami? Czyżby był chory?  Nie bardzo wiem, co się z nim dzieje, ale chciałbym mu pomóc. Polubiłem go i choć większość osób twierdzi, że jest to arogancki, bogaty playboy, ja uważam, że jest to bardzo sympatyczny człowiek, który lekko gubi się w życiu. Przytłaczają go pewne rzeczy i jego skorupą ochronną jest 'sarkazm' oraz zachowanie na 'ignoranta'. Szybko odszedłem stamtąd nie patrząc za siebie. Nalałem sobie wody do szklanki,  wypiłem ją i szybko poszedłem spać.  Chciałbym jak najszybciej zapomnieć o tym przykrym incydencie, ale to wciąż siedzi w mojej głowie. Wciąż próbuje rozgryźć co takiego kryje się za tymi toksynami. To nie daje mi spokoju. Czuje się,  jakbym utracił pamięć i próbował odzyskać wspomnienia, ale one są drobne jak piasek, który przelatuje mi przez palce. Mam nadzieje, że we śnie dostane jakieś rozwiązanie i będę mógł pomóc. Chciałbym mu pomóc.

                

                       *****

Poranne słońce pada na moją twarz, zmuszając mnie do wstania. Otwieram lekko zaspane oczy i z jękiem wstaje z łóżka. Ból w klatce piersiowej zmusza mnie do wzięcia dwóch głębokich oddechów. Znowu powraca panika i strach. Czy to znowu się dzieje?  Nie rozumiem. Myślałem, że już nigdy nie będę musiał ze strachem zaczynać dzień, ale to jest jak bumerang- znowu powraca.  Musze poradzić sobie z tym sam. Wczoraj wydawało mi się, że ktoś był w moim laboratorium.  Czyżby to był Steve? Oby to nie był on. Nie chciałbym, żeby wiedział bo wtedy by mnie z nienawidził, a ja tego nie chce. Nie chce by ode mnie odszedł, bo czuję, że odnalazłem w nim przyjaciela. Wie tylko Pepper. Tylko ona jest mi na tyle bliską osobą, że zna mnie bardziej, niż ja sam. Jest moją rodziną i kocham ją najbardziej na świecie. Mogę jej ufać i wiem, że mnie nie zdradzi. Tyle razy widziała mnie w stanie rozsypki, a mimo to została i mi pomagała. Wielokrotnie zmieniała mi  bandaże, karmiła i sprzątała. Nie musiała tego robić, ale nie pozwoliła mi na samozniszczenie. Ubieram się i schodzę na dół, gdzie siedzi Kapitan.
-Dzień dobry. Jak ci się spało?-pytam, siadając obok niego na kanapie.
-Nawet dobrze, tylko przez długą część czasu nie mogłem zasnąć.
-Rozumiem cię, ja też nie spałem zbyt dobrze.
-Dlaczego?
-Natłok myśli i prawdopodobnie zepsute łóżko. Jadłeś już coś?  Ah tak zapomniałem, że u mnie w lodówce jest tylko Martini. Wstawaj idziemy coś zjeść.
-Gdzie?-pyta, poczym wstaje i idzie za mną do samochodu.
-Jak to gdzie? Na kebab-wsiadliśmy do samochodu, poczym z piskiem opon odjechaliśmy. Kapitanowi bardzo smakował kebab i w rezultacie zjadł dwa, a ja tylko jeden z powodu braku apetytu. Poszliśmy potem do parku, gdzie jak małe dziecko patrzył z zachwytem na biały dom.
-Ale tutaj ślicznie
-Nie prawdaż? Jedyne miejsce, gdzie nie stoją wieżowce i fabryki- mówię z sarkastycznym tonem.
-Wiesz... zależy, jak na to patrzysz. Kiedy ktoś jest tak negatywnie nastawiony do życia, jak ty to będzie widział świat na czarno i biało.
-No co ty mówisz?  Ja.... czekaj.... Kapitanie nie ruszaj się- mówię i chowam się za niego.
-Ale dlaczego?-troszkę zdezorientowany, nie bardzo wiedzący o co chodzi Kapitan spełnia moją prośbę i zamiera w ruchu.
-Widzisz tą blondynke w niebieskiej koszulce i czarnych spodenkach?
-No widzę i co?-pyta niezrozumiale.
-To emmm.... to moja.... była... przyjaciółka na... em... określony czas....
-Jezu Tony nie bądź dzieciakiem i powiedz, że to twoja była kochanka- prycha i się śmieje.
-No tak. I najstraszniejsze jest to, że ona obiecywała sobie zbyt wiele i kiedy chciałem jej łagodnie wytłumaczyć, że nic z tego nie będzie, ta powiedziała, że się zemści. No i od tej pory jej unikam.
-Zadziwia mnie to, jak szybko potrafisz się wpakować w kłopoty.
-Wiesz, to rodzinne. Mój ojciec Howard też był podobny w tych sprawach.- mówię, rozglądając się nerwowo.
-Podobny? Tony wy wyglądacie i zachowujecie się identycznie. Różnią was tylko imiona, a tak to reszta się zgadza.
-Skąd niby o tym wiesz, huh?
-Znałem twojego ojca i stąd wiem.
-Zapomniałem,  że mój przyjaciel to pomnik.
-Mam 90 lat i jeszcze nie umarłem- mówi, odsuwając się na bok i wydając moją kryjówke. Na moje nieszczęście zauważyła mnie osoba, przed którą się chowam i już biegnie w moją stronę.
-Część Andżel...-zachwiałem się prawie od siły jej prawego sierpowego.
-Cześć Tony....
-Ała... za co to do cholery?- łapiąc się za szczękę, patrzę na nią wzrokiem pełnym nienawiści.
-Za to, że jesteś kompletnym kretynem i idiotą.
-Posłuchaj mnie dziewczynko-przybliżam się do niej- niczego ci nie obiecywałem i nie wiem co sobie uroiłaś w tej swojej główce, ale na pewno z tobą nie będę i wybij to sobie z główki.
Trzask. Tym razem dostałem z otwartej ręki w policzek.
-Dupek-powiedziała, poczym z płaczem uciekła przed siebie.
-Na to sobie akurat zasłużyłem-siadłem na trawie i spojrzałem na Kapitana z dołu.
-Oj Tony Tony.-Kiwa głową z politowaniem.
-Co? Tylko nie mów, że sobie na to zasłużyłem.
-Zasłużyłeś sobie na to.
-Miałeś tego nie mówić.
-Kobiet się tak nie traktuje.  Powinno się do nich zwracać z szacunkiem na jaki zasługują.
-Ale to nie jest kobieta tylko potwór.
-Dużo jest jeszcze tych potworów?- pyta, poczym pomaga mi wstać z trawy.
-Nie zdajesz sobie sprawy ile jeszcze ich jest. Nie zawsze byłem tak grzeczny, jak teraz.
-Ty kiedyś byłeś grzeczny?  Bez przesady Tony. Nie wolno kłamać.
-No dobra masz rację.-idziemy przez park i docieramy do samochodu, gdzie udajemy się następnie do najlepszej restauracji na świecie.
-No i jak Kapitanie? Gotowy na obiad? Jestem strasznie głodny.- otwieram drzwi i udajemy się do mojego prywatnego stolika. Potem przychodzi kelner i przyjmuje zamówienie. Czekamy na nasze zamówienie, kiedy mi momentalnie robi się słabo i świat wiruje mi przed oczami. Wstaje,  rzucam krótkie "łazienka" i w następnej chwili stoję już przed lustrem w męskiej toalecie. Rozpinam koszule i widzę na swojej klatce piersiowej obok serca, pajęczyne zrobioną z czarnych żył, ktore wydają się rosnąć z każdą kolejną minutą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz