niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 1~ "What do you mean?"

-Drodzy zgromadzeni... i Stark- Powiedział Fury lekko zirytowanym głosem.
-Oj tatusiu nie złość się, bo złość piękności szkodzi. Może byś się uśmiechnął?
-Z.A.M.K.N.I.J S.I.Ę.-Cedzi każde słowo dokładnie tatusiek.
-Wowowowow spokojnie tatuśku, bo ci ciśnienie skoczy. Wystarczyło ładnie poprosić,  a nie ty tylko potrafisz się wściekać.
-Coulson mów dalej, bo jeszcze chwila, a go zabije. Ja w tym czasie sobie usiąde. A ty kanalio-Wskazał na mnie palcem.- Nawet nie waż się odezwać bo cię za morduje. Kapujesz??
- Co tylko sobie życzysz tatusiu- Posyłając mu całusa, wyje ze śmiechu.
-A więc tak. Jak dobrze wiecie zebraliśmy was tutaj nie bez powodu. Otóż chodzi o to, że w tym miesiącu odkryliśmy dużo poza ziemskiej energii i odczytaliśmy raporty, które to potwierdzają. Pewnie zapytacie co wy tutaj robicie? Otóż chcemy, żebyście dołączyli do naszego tajnego projektu super bohaterów, którzy pokinali by tą materię i stanęli na wysokości zadania, chroniąc cywili...- Coulson rozpoczął tą swoją nudną przemowe, aż mi się spać zachciało. 
Zacząłem się rozglądać po wszystkich zgromadzonych. Natasha jak zwykle mina zabójcy połączona z piękną twarzą,  Fury, który świdrował mnie wzrokiem no i ten tajemniczy jegomość, który przyszedł z tym nudziarzem Coulsonem. Miał piękne rysy twarzy, pełne usta i niesamowicie błękitne oczy. Nie wiem dlaczego, ale zaczął mi się podobać. Przeszła mi przez głowę, taka myśl, żeby do niego zagadać, ale coś szturchnęło mnie w ramię. Tym ktoś był Hawkeye. Bezgłośnie dał mi znać, że Coulson coś chce.
-Tak... Agencie??-Zapytałem, udając niewiniątko.
-Czy ja ci przeszkadzam??
-No może tak trochę, ale nie powiem ci tego, bo mam piękny uśmiech, a tatusia tutaj nosi. Więc do rzeczy, bo mam umówione spotkanie,  a Pepper mnie udusi, jeśli się nie pojawię.
-Jestem pewien, że Pepper nic nie będzie.
-Nie chciałbyś widzieć jej ostatnio. Prawie mnie zabiła, bo zapomniałem o jej urodzinach czy coś. Ah te baby, co nie?- Uśmiechając się, puściłem oczko e stronę "nowego".
-Emm... tak?- Odpowiedział zmieszany i zaskoczony, że do niego się odzywam.
-STARK!!! Ja ci kiedyś zaszyje usta zobaczysz. Nigdy już się nie odezwiesz, rozumiesz??? No mam cie dość człowieku-Fury, aż się zrobił czerwony na twarzy, co zdarza mu się hmmm... jak na niego dość rzadko.
-Oj tatusiu spokojnie. Już będę grzeczny. A czy w nagrodę dostane cukierka??
-Tony uspokój się- Poraz pierwszy od czasu mojego przybycia Natasha zabrała głos.
-Dla ciebie wszystko Tasha- Tak naprawdę ona była jedyną osobą oprócz Pepper, która mnie rozumiała i którą uważałem za moją najlepszą przyjaciółkę. Była powiernikiem moich sekretów i potrafiła doradzić jak nikt inny.
- Wracając do tego, co mówiłem wcześniej. Potrzebujemy kogoś, kto obroni cywilów i będzie taką naszą "tarczą". Potrzebujemy jeszcze kilku innych członków do drużyny, którzy niedługo zapełnią nasze szeregi. Natasha zajmie się sprowadzeniem Bannera, a ja zajmę się Thorem. Drużyna będzie się nazywać 'Avengers', a dowodzić, będzie osoba, która ze mną tutaj przyszła. Przedstaw się proszę po krótce.
Mój wzrok skierował się na nowego przybysza i stwierdzam, że jak stoi wygląda jeszcze lepiej, choć jego styl ubierania się mógłby wyglądać lepiej.
-Miło mi być tutaj wśród was wszystkich i móc słuchać słów takiego mądrego człowieka, jak Agent Coulson. Jestem Steve Rogers i...
-To ty jesteś ten co robił za kostkę lodu przez 75 lat????- Tak mi się wydawało, że  skądś go znam i teraz wiem już skąd.
-Emmm... tak to ja. A pan to kto?
Wstaje podchodzę do niego i z powalającym uśmiechem mówie:
-Tony Stark, geniusz, miliarder i playboy we własnej osobie.
-Bardzo pan skromny panie Stark. Czy przypadkiem Howard Stark nie jest jakoś z panem spokrewniony???
-To mój ojciec. Niestety...
-Znałem go. Bardzo wartościowy i lojalny człowiek.
-Zapewne. Wracając do tego co powiedział Coulson mam pewien pomysł. Skoro i tak rząd nie da wam spokoju, a dopóki tatusiek jeszcze mnie nie zabił to możemy kwaterę główną Avengersów zrobić w STARK TOWER.
-STARK TOWER? Ten wielki brzydki budynek w Nowym Yorku?
-Auć... to cios w moje serce. Przecież ta wieża to moje najukochańsze dziecko i zabolało mnie, że PAN je obraża.-Udałem, że ocieram łzy i spojrzałem na niego z przymrużeniem oka.
-Aha. Dobrze wiedzieć...
-No dobrze kochani to może na dzisiaj skończymy obrady,  bo Starka zaczyna nosić- Coulson jak zwykle potrafi zaskoczyć wszystkich swoich refleksem.
Rzucając ostatnie spojrzenie naszemu nowemu przystojniakowi jako pierwszy opuszczam zebranie i jade na fałszywe spotkanie z Pepper, której nie ma, bo wyleciała na konferencje do Pekina. Ale czy miałem powiedzieć im prawdę?  Że  chyba się zakochałem. Oni i tak by tego nie zrozumieli.

1 komentarz:

  1. Przede wszystkim - musisz JEMU wyznać prawdę *o* Świetne, ogromnie mi się podoba :> Czekam z niecierpliwością na dalsze losy.
    Jeśli chodzi o błędy, wyglądają tak samo ;c Trochę popracujesz i będzie w porząsiu.
    Historią jestem urzeczona! <3

    OdpowiedzUsuń